Dzień dobry wszystkim

Troszkę o mnie:
Jestem młodym przedsiębiorcą ze śląska. Od roku prowadzę działalność, która idzie bardzo dobrze.
Jestem jednak świadomy, że trzeba postawić "drugą nogę", bo co jeśli dotychczasowy biznes się skończy?
Wynajmuję mieszkanie w jednym w większych miast aglomeracji. Wczoraj zawitał do mnie znajomy właściciela aby wymienić grzejnik. Okazało się, że gość pracuje od 20 lat w spółdzielni mieszkaniowej i po pracy świadczy drobne usługi
remontowo - budowlane mieszkańcom. Dzięki temu wszyscy go znają.
Gdy tylko opowiedział mi swoją historię zakotłowało mi się w głowie. Skoro gość zna wielu mieszkańców, którzy dzwonią do niego z prośbą o pomoc (wymiana zamka, naprawa muszli toaletowej, pomalowanie pokoju, malowanie balkonu itd.), to dlaczego nie założyć takiej firmy?
Dla mnie nie ma żadnego ryzyka bo cóż potrzeba do takiej pracy? wiertarka, wkrętarka, klucze, młotki, jakaś szlifierka - koszt niewielki. Wyobrażam sobie to tak, ja kupuje potrzebny sprzęt, mam jeden stary samochód, który mógłbym przeznaczyć do takiej działalności. Prowadzę jednoosobową działalność, a więc na początek zatrudniam gościa na zlecu - koszty żadne bo ja i tak ZUS muszę płacić. Robimy stronę internetową, facebooka, drukujemy ulotki i ruszamy na miasto poinformować mieszkańców, że założyliśmy taką działalność (nie chodzi tu o roznoszenie miliona ulotek, ale o rozmowę z ludźmi, których on zna, coś w stylu: słuchaj założyliśmy taką działalność, tu masz 5 ulotek, przekaż sąsiadom - jakbyś coś potrzebował to przyjeżdżamy w ciągu 24h. Gdy tylko biznes się trochę rozwinie założymy spółkę, w której ten chłopak będzie miał 49% udziałów.
Jak dla mnie ryzyko jest żadne. Musiał bym wydać kilka tys. na potrzebny sprzęt i poświęcić trochę czasu na reklamę, odbieranie telefonów no i na fizyczną pracę na pewno też. Jedyne ryzyko jest takie, że ten chłop musiał by zaryzykować i zwolnić się ze spółdzielni. Ma żonę i dziecko, żona pracuje za minimalną krajową. Ryzyko, że jak biznes nie pójdzie to chłop będzie musiał szukać nowej pracy, a nie chcę żeby mu się jeszcze pogorszyło. Z drugiej strony najważniejsza rzecz jest już spełniona - są klienci. Gość idzie po ulicy 180 tys. miasta i co drugiej osobie mówi dzień dobry, mówi że teraz odbiera przynajmniej 2 telefony w tygodniu z prośbą o pomoc. 2 telefony w tygodniu nigdzie się nie reklamując, nie dążąc do tego żeby mieć więcej zleceń (po prostu albo znajomi mieszkańcy albo ktoś z polecenia.
Wydaje się, że okazja inwestycyjna jest idealna. Będę wdzięczny za Wasze opinie, wskazówki za krytykę również.
Pozdrawiam.